piątek, 26 sierpnia 2016

Głos Wileński: Patriotyzm „wchodzi” przez pracę — młodzież ze szczecińskiego klubu „Rejs” porządkuje Rossę

„Wcześniej zwiedzałem Rossę, doskonale rozumiem, że to jedno z najważniejszych miejsc dla polskiej historii — mówi Michał Raczyński, jeden z wolontariuszy, którzy sprzątają kwatery polskich żołnierzy na Rossie. — Mam poczucie, że Wilno to nie Kresy, ale serce Polski”.
 Klub „Rejs” w tym roku swój wyjazd wolontariacki przeżywa w Wilnie. Jednym z zadań wolontariuszy jest sprzątanie polskich grobów na Rossie Fot. Marian Paluszkiewicz
Klub „Rejs” w tym roku swój wyjazd wolontariacki przeżywa w Wilnie. Jednym z zadań wolontariuszy jest sprzątanie polskich grobów na Rossie Fot. Marian Paluszkiewicz

Michał Raczyński jest absolwentem Politechniki Szczecińskiej, w tym roku rozpocznie studia doktoranckie, a w wakacje pracuje jako wolontariusz w Wilnie. Spotkaliśmy się na Rossie, gdzie wraz z grupą z klubu „Rejs” w Szczecinie sprzątał groby polskich żołnierzy.
„W Wilnie czuję się, jakbym przyjeżdżał w swoje strony — mówił w rozmowie z „Kurierem”. — Zresztą moja rodzina ma tu swoje korzenie. Babcia od strony taty pochodzi z Nowej Wilejki. Jej ojciec był tam kolejarzem”.
Na tym jednak nie kończą się związki rodzinne Michała z terenami dawnego Wielkiego Księstwa Litewskiego. „Pradziadkowie mojej mamy pochodzą z Kowna — mówi. — Wyjechali jeszcze przed wojną, ale wiem, że na Kowieńszczyźnie nadal żyją moi krewni. Teraz nie mamy, co prawda kontaktu, została tylko korespondencja z okresu międzywojennego”.
Wileńskie korzenie ma wielu dzisiejszych szczecinian, także organizator wyjazdu, Paweł Błażewicz. „Moja rodzina pochodzi z Wielkiej Rzeszy — opowiada. — Po raz pierwszy odwiedziłem groby pradziadków w 1986 r. Znalazłem również grób dziadka, żołnierza AK, który w 1944 r. został aresztowany, a potem wywieziony do łagru”.
Jednak to nie rodzinne sentymenty sprawiły, że młodzież ze Szczecina przyjechała do Wilna. „Mamy taki zwyczaj, że w ciągu roku odwiedzamy osoby potrzebujące w naszym miejscu zamieszkania, natomiast na wakacje zawsze wyjeżdżamy na dwa tygodnie na obóz wolontariacki — wyjaśnia organizator. — Przez kilka lat jeździliśmy do Lwowa, gdzie we współpracy z proboszczem katedry pomagaliśmy w remoncie katedralnych podziemi”.
Z wyjazdów na Ukrainę klub zrezygnował, gdy wybuchła tam wojna. Teraz przyszedł czas na Litwę. „Rok temu byliśmy na Laudzie. Pomagaliśmy we wsi Kowale pod Kownem — opowiada Błażewicz. — Pod koniec naszego wolontariatu przyjechaliśmy do Wilna do Hospicjum bł. ks. Michała Sopoćki”.

„Jednym z najważniejszych elementów formacji jest właśnie wolontariat, dlatego zawsze staramy się być tam, gdzie jesteśmy potrzebni” — mówi organizator wyjazdu Fot. Marian Paluszkiewicz

image-78979

„Jednym z najważniejszych elementów formacji jest właśnie wolontariat, dlatego zawsze staramy się być tam, gdzie jesteśmy potrzebni” — mówi organizator wyjazdu Fot. Marian Paluszkiewicz
Po wizycie w hospicjum zapadła decyzja, że kolejny wolontariat, tym razem w zestawie polsko-hiszpańskim, spędzą na Wileńszczyźnie. Wszystko udało się zrealizować. Przyjechali prosto ze Światowych Dni Młodzieży 25-osobową polsko-hiszpańska grupą. „Zawsze, organizując wolontariat, staramy się, by miał on wymiar międzynarodowy — wyjaśnia Błażewicz. — W budowie naszego ośrodka w Szczecinie również pomagali wolontariusze z podobnych klubów z Hiszpanii, Portugalii a nawet Japonii”.
Konkretny plan wyjazdu powstawał stopniowo. „Ktoś nam powiedział, że Caritas potrzebuje pomocy przy remoncie stołówki, dyrektor Gimnazjum im. Jana Pawła II zaproponował sprzątanie grobów na Rossie, oczywiście chcieliśmy też być w hospicjum” — mówi Błażewicz.
Organizator podkreśla, że wybór Wilna ważny jest również ze względów wychowawczych. „Nie ukrywam, że jednym z naszych celów jest to, żeby chłopcy lepiej poznali historię Wileńszczyzny i czuli się z nią bardziej związani — mówi. — To taki patriotyzm, który „wchodzi” przez pracę”.
„To mój trzeci wolontariat — mówi gimnazjalista Jonasz Kubik. — Dla mnie chyba najtrudniejszą częścią wyjazdu jest obecność w hospicjum. Na razie byliśmy tam krótko, ale rok temu spędziliśmy w nim więcej czasu. To wielkie dzieło, jedyne zresztą takie na Litwie. Widać, że siostry wkładają tam całe serce, a jest to miejsce, gdzie na pewno bardzo trudno pracować”.
Jak się okazuje, wolontariusze nie mają sponsorów. „Wyjazd finansuje młodzież i rodzice — mówi Błażewicz. — Nie kosztuje on zresztą dużo, bo jesteśmy mało wymagający”. Największy koszt tak naprawdę to paliwo, zwłaszcza w tym roku, gdyż wolontariusze jechali samochodami ze Szczecina najpierw na Światowe Dni Młodzieży do Krakowa, a potem dopiero do Wilna. „Radzimy sobie, ale oczywiście, miło byłoby, gdyby np. ORLEN Lietuva chciał sponsorować nam paliwo” — dodaje ze śmiechem.

Głos Wileński: Patriotyzm „wchodzi” przez pracę — młodzież ze szczecińskiego klubu „Rejs” porządkuje Rossę

„Wcześniej zwiedzałem Rossę, doskonale rozumiem, że to jedno z najważniejszych miejsc dla polskiej historii — mówi Michał Raczyński, jeden z wolontariuszy, którzy sprzątają kwatery polskich żołnierzy na Rossie. — Mam poczucie, że Wilno to nie Kresy, ale serce Polski”.
 Klub „Rejs” w tym roku swój wyjazd wolontariacki przeżywa w Wilnie. Jednym z zadań wolontariuszy jest sprzątanie polskich grobów na Rossie Fot. Marian Paluszkiewicz
Klub „Rejs” w tym roku swój wyjazd wolontariacki przeżywa w Wilnie. Jednym z zadań wolontariuszy jest sprzątanie polskich grobów na Rossie Fot. Marian Paluszkiewicz

Michał Raczyński jest absolwentem Politechniki Szczecińskiej, w tym roku rozpocznie studia doktoranckie, a w wakacje pracuje jako wolontariusz w Wilnie. Spotkaliśmy się na Rossie, gdzie wraz z grupą z klubu „Rejs” w Szczecinie sprzątał groby polskich żołnierzy.
„W Wilnie czuję się, jakbym przyjeżdżał w swoje strony — mówił w rozmowie z „Kurierem”. — Zresztą moja rodzina ma tu swoje korzenie. Babcia od strony taty pochodzi z Nowej Wilejki. Jej ojciec był tam kolejarzem”.
Na tym jednak nie kończą się związki rodzinne Michała z terenami dawnego Wielkiego Księstwa Litewskiego. „Pradziadkowie mojej mamy pochodzą z Kowna — mówi. — Wyjechali jeszcze przed wojną, ale wiem, że na Kowieńszczyźnie nadal żyją moi krewni. Teraz nie mamy, co prawda kontaktu, została tylko korespondencja z okresu międzywojennego”.
Wileńskie korzenie ma wielu dzisiejszych szczecinian, także organizator wyjazdu, Paweł Błażewicz. „Moja rodzina pochodzi z Wielkiej Rzeszy — opowiada. — Po raz pierwszy odwiedziłem groby pradziadków w 1986 r. Znalazłem również grób dziadka, żołnierza AK, który w 1944 r. został aresztowany, a potem wywieziony do łagru”.
Jednak to nie rodzinne sentymenty sprawiły, że młodzież ze Szczecina przyjechała do Wilna. „Mamy taki zwyczaj, że w ciągu roku odwiedzamy osoby potrzebujące w naszym miejscu zamieszkania, natomiast na wakacje zawsze wyjeżdżamy na dwa tygodnie na obóz wolontariacki — wyjaśnia organizator. — Przez kilka lat jeździliśmy do Lwowa, gdzie we współpracy z proboszczem katedry pomagaliśmy w remoncie katedralnych podziemi”.
Z wyjazdów na Ukrainę klub zrezygnował, gdy wybuchła tam wojny. Teraz przyszedł czas na Litwę. „Rok temu byliśmy na Laudzie. Pomagaliśmy we wsi Kowale pod Kownem — opowiada Błażewicz. — Pod koniec naszego wolontariatu przyjechaliśmy do Wilna do Hospicjum bł. ks. Michała Sopoćki”.

„Jednym z najważniejszych elementów formacji jest właśnie wolontariat, dlatego zawsze staramy się być tam, gdzie jesteśmy potrzebni” — mówi organizator wyjazdu Fot. Marian Paluszkiewicz

image-78979
„Jednym z najważniejszych elementów formacji jest właśnie wolontariat, dlatego zawsze staramy się być tam, gdzie jesteśmy potrzebni” — mówi organizator wyjazdu Fot. Marian Paluszkiewicz
Po wizycie w hospicjum zapadła decyzja, że kolejny wolontariat, tym razem w zestawie polsko-hiszpańskim, spędzą na Wileńszczyźnie. Wszystko udało się zrealizować. Przyjechali prosto ze Światowych Dni Młodzieży 25-osobową polsko-hiszpańska grupą. „Zawsze, organizując wolontariat, staramy się, by miał on wymiar międzynarodowy — wyjaśnia Błażewicz. — W budowie naszego ośrodka w Szczecinie również pomagali wolontariusze z podobnych klubów z Hiszpanii, Portugalii a nawet Japonii”.
Konkretny plan wyjazdu powstawał stopniowo. „Ktoś nam powiedział, że Caritas potrzebuje pomocy przy remoncie stołówki, dyrektor Gimnazjum im. Jana Pawła II zaproponował sprzątanie grobów na Rossie, oczywiście chcieliśmy też być w hospicjum” — mówi Błażewicz.
Organizator podkreśla, że wybór Wilna ważny jest również ze względów wychowawczych. „Nie ukrywam, że jednym z naszych celów jest to, żeby chłopcy lepiej poznali historię Wileńszczyzny i czuli się z nią bardziej związani — mówi. — To taki patriotyzm, który „wchodzi” przez pracę”.
„To mój trzeci wolontariat — mówi gimnazjalista Jonasz Kubik. — Dla mnie chyba najtrudniejszą częścią wyjazdu jest obecność w hospicjum. Na razie byliśmy tam krótko, ale rok temu spędziliśmy w nim więcej czasu. To wielkie dzieło, jedyne zresztą takie na Litwie. Widać, że siostry wkładają tam całe serce, a jest to miejsce, gdzie na pewno bardzo trudno pracować”.
Jak się okazuje, wolontariusze nie mają sponsorów. „Wyjazd finansuje młodzież i rodzice — mówi Błażewicz. — Nie kosztuje on zresztą dużo, bo jesteśmy mało wymagający”. Największy koszt tak naprawdę to paliwo, zwłaszcza w tym roku, gdyż wolontariusze jechali samochodami ze Szczecina najpierw na Światowe Dni Młodzieży do Krakowa, a potem dopiero do Wilna. „Radzimy sobie, ale oczywiście, miło byłoby, gdyby np. ORLEN Lietuva chciał sponsorować nam paliwo” — dodaje ze śmiechem.

sobota, 13 sierpnia 2016

Rejs na ŚDM: Relacja

Dni Młodzieży w Krakowie to był niesamowity czas dla nas wszystkich, a dla wolontariuszy z Rejsu czas szczególnie pracowity: setki tysięcy rozdanych przewodników, udzielonych porad, codzienne oprowadzanie i pomoc w dotarciu na kolejne punkty programu osobom z całego świata.... Ale dla naszych wolontariuszy to jeszcze za mało! Prosto z Krakowa pojechali do Wilna by tam odbudowywać świetlicę Caritas! 

Poniżej prezentujemy rozmowę z Dominikiem - wolontariuszem ŚDM.
 
Na czym polegały wasze zadania jako wolontariuszy?

Obsługiwaliśmy dwa obozy, w których zakwaterowani byli uczestnicy ŚDM z całego świata, z Ośrodków takich jak "Rejs". Pomagaliśmy im się zakwaterować, wydawaliśmy codziennie posiłki, towarzyszyliśmy przy zwiedzaniu. Szczególnie gorący okres zaczął się w środę gdy na miejsce dotarły już praktycznie wszystkie grupy. Szczególnie zapadł mi w pamięć obraz pakowania plecaków z zestawem pielgrzyma (mapa, modlitewnik, czapka itd.) - robiliśmy to "taśmowo" podając sobie plecaki i śpiewając przy tym szanty.


Mieliście taki moment kiedy poczuliście się szczególnie potrzebni pielgrzymom?

Pamiętam, że jedna grupa przyjechała o 2 w nocy. Budziliśmy się nawzajem  i zaczęliśmy kwaterować ich w środku nocy tak jak każdą inną grupę. Także na Campus Misericordiae miałem przygodę, kiedy jakaś kobieta z Francji poprosiła mnie o pomoc swojej córce, która jeździ na wózku. "Przebijaliśmy" się przez tłumy ludzi ok 2 godzin, ale udało się dotrzeć do wyznaczonego sektora. Podczas samej Mszy byliśmy blisko ołtarza - w sektorze dla kapłanów. Naszym zadaniem było zadbać o to by każdy z nich miał wodę i parasol. To był kawał ciężkiej roboty, ale wdzięczność tych ludzi za proste gesty pomocy rekompensowała wszystko!


Dlaczego zdecydowałeś się pojechać na Światowe Dni Młodzieży?

 Nigdy nie byłem na ŚDMach. Chciałem po prostu uczestniczyć w spotkaniu z ludźmi z całego świata, dzielić się wiarą. To co przeżyłem przerosło moje marzenia - byliśmy bardzo blisko Papieża na lotnisku oraz pod samym ołtarzem podczas Mszy rozesłania. To było wielkie przeżycie. 


Z jakich krajów pochodzili pielgrzymi?
Z najdalszych stron świata pamiętam Kanadyjczyka o o koreańskich korzeniach - Maxa Yun. Poza tym byli też Filipińczycy, Brytyjczycy, Meksykanie, Nigeryjczycy, a także mnóstwo Hiszpanów.

Dziękuję za rozmowę. 
 

sobota, 23 lipca 2016

Życia studenckiego smaki

Mamy już pierwszą aplikację do naszego Akademika! 

Co u nas...? 

W "Rejsie" zakończyliśmy dzisiaj szkołę letnią w czasie której studenci mieli okazję dokształcić się z filozofii, obejrzeć kilka ambitnych filmów czy zmierzyć się z poezją haiku. Przed nami wolontariat podczas Światowych Dni Młodzieży w Krakowie,a zaraz potem wolontariat w Wilnie. 

Dla tych, którzy od października rozpoczynają przygodę studenckiego życia, publikujemy 10 cennych rad:

1. Wkraczasz w ostatni etap w życiu, w którym jeszcze będziesz miał czas na czytanie książek. Spisz listę dziesięciu klasycznych pozycji literatury, które przeczytasz w ciągu studiów – powieści, biografie, autobiografie i inne „kultowe” pozycje humanistyki. Pamiętaj, podręczniki i zbiory ćwiczeń z Twojego kierunku studiów nie liczą się. 



2. Studencie! Uczelnia daje Ci wolność. Wchodzisz na uczelnię a opuszczasz szkołę, która mówiła Ci kiedy i co ma robić i gdzie masz być. Jeśli nie zmienisz swojego podejścia do upływającego czasu, to na początku poczujesz wspaniały oddech wolności a potem wpadniesz w depresję, jak tylko z ołówkiem w ręku policzysz ile zmarnowałeś czasu na „doświadczanie” wolności. Zatem jak najprędzej naucz się trzymać własnego planu dnia i tygodnia. Najlepiej spisuj sobie go na kartce lub w telefonie i codziennie sprawdzaj kilka razy jak Ci idzie.  




3. Odpowiedz sobie na pytanie ile godzin dziennie i tygodniowo chcesz przeznaczyć na indywidualną naukę. Naucz się śledzić, czy w praktyce tak się dzieje. Nastaw się też na szukanie kolegów, z którymi mógłbyś uczyć się wspólnie – choćbyście razem w ciszy zajmowali się innymi przedmiotami. Niejeden student przekonał się jak bardzo mobilizująca jest „milcząca” obecność skupionego kolegi przy biurku obok. 




 4. Wstawaj rano, choć już nie musisz chodzić na „pierwszą lekcję”. 




5. Naucz się dobierać sobie przyjaciół. Zastanów się, w czyjej obecności stajesz się lepszy…Tu nie idzie o hipokryzje lub interesowność, tylko o roztropność. Zadaj sobie pytanie, o czym warto rozmawiać, od kogo możesz się nauczyć czegoś wartościowego, kto ma dobre pomysły i siłę by wcielać je w życie i inspiruje Cię do wartościowych inicjatyw. Kogo chcesz naśladować w stylu bycia, postawie, ambicjach. 




 6. W jakich akcjach charytatywnych chcesz wziąć udział w czasie studiów? Czy w Twoim akademiku ktoś organizuje wizyty w Domach Dziecka, Szpitalach lub Domach Starców? Postaw sobie wymagania na tym polu. Być może powiesz, że student I roku nie jest w stanie rozwiązać problemu cierpienia na świecie. To prawda, ale pamiętaj, że to Ty potrzebujesz kontaktu z ludźmi cierpiącymi, bardziej niż oni Ciebie. 




7. Jadąc z akademika do domu, kup Rodzicom drobny upominek. 






8. Studencie, społeczeństwo jest bardziej zróżnicowane niż grupa ćwiczeniowa, do której przypisze Cię dziekan. Nastaw się na poznanie różnych środowisk. Nie bądź jak człowiek, który „lubi te piosenki, które już zna”. Nie myśl, że „tylko Ty jesteś nieśmiały”. Iluż ludzi żyje w tym mylnym przekonaniu!



 9. Zawsze pytaj się siebie samego o to, czy dane środowisko „ciągnie” Cię w górę, czy w dół (patrz pkt. 4 i 6). Z czasem wybierz te miejsca, do których „warto” chodzić a z resztą „daj sobie spokój.



10. Zaczynasz studia i myślisz: „nareszcie nikt nie będzie mi mówił co mam robić”. A czy masz ludzi, do których pójdziesz po radę, kiedy nie będziesz wiedział co robić? Czy szukasz ludzi z większym doświadczeniem niż Ty? Dobrych ćwiczeniowców, starszych kolegów z harcerstwa, znajomych Twoich Rodziców, kolegów z piątego roku. Warto znaleźć kogoś, kto Ci sprzyja a widział i przeżył więcej niż Ty, student I roku. Warto mieć dostęp do cudzego doświadczenia. Inaczej może się okazać, że wyważałeś otwarte drzwi, lub przegapiłeś szansę, zdarza się jednemu na tysiąc.


piątek, 8 lipca 2016

Akademik wielu profesji...



Nasz akademik od początku gościł wielu studentów medycyny...
 
Absolwenci>>>

 
Dziś wśród absolwentów mamy doktorów nauk medycznych i znanych specjalistów, np. dr Daniela Kotrycha, dr Marka Wódeckiego, dr Mateusza Kaczmarskiego, dr Andrzeja Żebrowskiego. Wśród uczestników cyklu bywali też i organizatorzy kolejnych edycji, np. dr Marek Mierzejewski, dr Bogusław Kubacki.

sobota, 18 czerwca 2016

Recital dyplomowy naszego studenta (rozmowa)

Krzysztof ukończył klasę klarnetu u profesora Bogusława Jakubowskiego na Akademii Sztuki w Szczecinie. Na egzaminie wykonał koncert A – dur Mozarta oraz Sonatę Es-dur Brahmsa.

 
Zapytaliśmy naszego dyplomanta jak poznał akademik Rejs:

Na czwartym roku pojechałem na stypendium Erazmusa do Rygi. Tam trafiłem do akademika prowadzonego przez ludzi z Opus Dei. Bardzo spodobała mi się atmosfera pracy i świetne warunki do nauki. Pomyślałem, że dobrze byłoby znaleźć coś podobnego w Szczecinie. Wtedy dowiedziałem się o Rejsie. Od razu poleciłem Rejs koledze, który wtedy studiował w kraju.

Czy twój kolega zgłosił się do Rejsu?

Tak, mieszkamy tu obydwaj. Razem studiujemy na Akademii Sztuki, Maciej gra na fortepianie. Daliśmy nawet wspólny koncert dla przyjaciół Rejsu.

Czy po powrocie do Polski szukałeś innych stancji?

Nie szukałem czegoś innego. Doświadczenia z Rygi były tak dobre, że jeszcze będąc zagranicą zgłosiłem się do Rejsu. Chciałem dalej oddychać tą samą atmosferą serdeczności i pracy. W jakiś sposób atmosfera Rejsu kojarzy mi się z domem rodzinnym. No, i mam pewność, że inni studenci z Rejsu będą mnie mobilizować do pracy.

Czy utrzymujesz kontakt z ludźmi z Rygi?

Tak. Mój profesor z Rygi w kwietniu odwiedził Szczecin. Brał udział w Zachodniopomorskim Festiwalu Klarnetowym. Mnie także udało się wystąpić na festiwalowym koncercie.

Skąd wzięło się u Ciebie zainteresowanie muzyką?

Pod koniec podstawówki Rodzice dostrzegli, że mam dobry słuch. Zabrali mnie na egzamin i tak zacząłem uczyć się gry na klarnecie. Pochodzę z Charnowa - miejscowości niedaleko Ustki. Żeby uczyć się muzyki w szkole średniej pojechałem do Gdańska i zamieszkałem w internacie. Potem był Szczecin.

Czy swoją przyszłość wiążesz z muzyką?

Lubię grać. Mam nadzieję, że uda mi się na stałe związać z jakąś orkiestrą. Chcę też uczyć muzyki. W tym roku miałem nawet praktyki w szkole muzycznej. Bardzo pozytywne doświadczenie.







Trzymamy kciuki!