niedziela, 13 listopada 2016

The Grade: sztuka komunikacji - spotkanie



W najbliższy czwartek naszym gościem będzie Sylwester Woroniecki – aktor, reżyser radiowy, pedagog. Na jego metodach wychowało się kilka pokoleń szczecińskich dziennikarzy radiowych i telewizyjnych.

Uczy tego co ważne w biznesie, na uczelni, w kontaktach z innymi: mowy ciała, dykcji, przyczepności wypowiedzi...

Słowem

KOMUNIKACJI

Gdzie? Akademik Rejs.


Kiedy?  17 XI o godz. 19.50

środa, 19 października 2016

The Grade: spotkanie z Marcinem Radkowskim

Naszym czwartkowym gościem będzie prezes Kołobrzeskiej Grupy Producentów Ryb. Marcin Radkowski opowie o problemach branży rybackiej, ale nie zabraknie też przepisu na biznesowy sukces. Spotkanie - lepiej "na swoim" w czwartek o 19.50 w Akademiku "Rejs".



Zapraszamy o 19.50 do salonu "Rejsu"


poniedziałek, 10 października 2016

The Grade: etyka zawodu prokuratora

Robert Śledziński – prokurator z wieloletnim doświadczeniem. Pracuje w wyspecjalizowanej jednostce zajmującej się ściganiem przestępczości zorganizowanej i korupcji. Uczestniczył między innymi w głośnych procesach szczecińskich gangsterów „Oczki” i „Dudusia”. Na spotkaniu w „Rejsie” opowie o pracy prokuratora.


Zapraszamy o godz. 19.50 do salonu Rejsu!

czwartek, 6 października 2016

The Grade: ubiór, styl, elegancja

Dziś w Rejsie odbyło się spotkanie z dr Maciejem Prostem pod tytułem "Ubiór, styl, elegancja".




Nasz gość żonglując anegdotami rozwiązywał stołowe łamigłówki: czy należy wkładać serwetkę w kołnierz koszuli, dlaczego amerykanie chowają jedną rękę pod stół podczas posiłku (tej zagadki nie udało się rozwiązać), czy na proszony obiad wypada przyjść głodnym i kiedy wypada jeść rękoma. 
 

Zajęcia miały też wymiar praktyczny: po prezentacji dr Prost pokazał nam jak komunikować się z kelnerem przy pomocy ułożenia sztućców i jak powinno wyglądać wzorowe nakrycie stołu. 



niedziela, 4 września 2016

Widzę, że to mnie rozwija

Mateusz Raczyński, tegoroczny maturzysta ze szczecińskiej trzynastki jest instruktorem zajęć z chemii w Rejsie. W tym roku został też laureatem międzynarodowej olimpiady z fizyki. Poniżej krótki wywiad z Mateuszem.

Kiedy poznałeś Rejs?

Pierwszy kontakt to wyjazd na spotkanie z Papieżem Benedyktem XVI w Berlinie. We wrześniu 2011 dołączyłem do grupy z Rejsu, która jechała na Mszę papieską na Stadionie Olimpijskim. Potem były zajęcia na Waryńskiego.

Co spodobało Ci się w ośrodku?

Spodobała mi się idea praktycznych zajęć w koleżeńskiej atmosferze. Szybko zauważyłem, że to mnie rozwija. Poza tym do Rejsu przychodzili też moi szkolni koledzy. Dzięki temu szybko poczułem się dobrze. Prowadzisz w Rejsie zajęcia dla młodszych uczestników.


Od ilu lat jesteś instruktorem?

Od ponad trzech. Najpierw było budowanie rakiet i przygotowanie do nich paliwa. Potem koncentrowaliśmy się na samym paliwie i...tak rozpoczęły się doświadczenia chemiczne. Odkryłem wtedy, że ucząc innych sam też się uczę. To dodawało mi zapału.

Twoje zainteresowania nie ograniczają się do chemii, prawda?

Tak, od pierwszej liceum wytrwale startowałem w międzyszkolnych konkursach z fizyki. Marzyłem o zwycięstwie. Na początku nie było łatwo. Jednak ostatniej klasie wysiłek został nagrodzony: w czerwcu tego roku otrzymałem I miejsce na ogólnopolskiej olimpiadzie z fizyki. W lipcu mogłem pojechać na olimpiadę międzynarodową do Zurychu. Tam dostałem brązowy medal.

To duża impreza?

Było nas wszystkich razem 450 uczestników z 90 krajów, czyli z całego świata. Cieszę się, że wśród tej grupy mogłem znaleźć się razem z innymi kolegami z Polski.

Jakie plany na przyszłość?

Skończyłem szczecińską trzynastkę. Wyjeżdżam na studia. Lubię chemię, ale jako kierunek studiów wybrałem jednak fizykę.

Jak będziesz wspominać Rejs?

Wspominać? Nie będę wspominać, będę wracać. Każdy mój pobyt w Szczecinie to obowiązkowe odwiedziny w Rejsie.

poniedziałek, 29 sierpnia 2016

Wileńskie opowieści

Dzisiaj odwiedziliśmy Danutę Szyksznian-Ossowską "Sarenkę", wileńską sanitariuszkę AK, więźniarkę sowieckich łagrów. Opowiadaliśmy o naszym wolontariacie.


Opowieści powtórzymy jutro na spotkaniu w salonie Rejsu. Godzina 18.00.

Wypada i należy zabrać kolegów!

#wolontariatWilno #Działamy

piątek, 26 sierpnia 2016

Głos Wileński: Patriotyzm „wchodzi” przez pracę — młodzież ze szczecińskiego klubu „Rejs” porządkuje Rossę

„Wcześniej zwiedzałem Rossę, doskonale rozumiem, że to jedno z najważniejszych miejsc dla polskiej historii — mówi Michał Raczyński, jeden z wolontariuszy, którzy sprzątają kwatery polskich żołnierzy na Rossie. — Mam poczucie, że Wilno to nie Kresy, ale serce Polski”.
 Klub „Rejs” w tym roku swój wyjazd wolontariacki przeżywa w Wilnie. Jednym z zadań wolontariuszy jest sprzątanie polskich grobów na Rossie Fot. Marian Paluszkiewicz
Klub „Rejs” w tym roku swój wyjazd wolontariacki przeżywa w Wilnie. Jednym z zadań wolontariuszy jest sprzątanie polskich grobów na Rossie Fot. Marian Paluszkiewicz

Michał Raczyński jest absolwentem Politechniki Szczecińskiej, w tym roku rozpocznie studia doktoranckie, a w wakacje pracuje jako wolontariusz w Wilnie. Spotkaliśmy się na Rossie, gdzie wraz z grupą z klubu „Rejs” w Szczecinie sprzątał groby polskich żołnierzy.
„W Wilnie czuję się, jakbym przyjeżdżał w swoje strony — mówił w rozmowie z „Kurierem”. — Zresztą moja rodzina ma tu swoje korzenie. Babcia od strony taty pochodzi z Nowej Wilejki. Jej ojciec był tam kolejarzem”.
Na tym jednak nie kończą się związki rodzinne Michała z terenami dawnego Wielkiego Księstwa Litewskiego. „Pradziadkowie mojej mamy pochodzą z Kowna — mówi. — Wyjechali jeszcze przed wojną, ale wiem, że na Kowieńszczyźnie nadal żyją moi krewni. Teraz nie mamy, co prawda kontaktu, została tylko korespondencja z okresu międzywojennego”.
Wileńskie korzenie ma wielu dzisiejszych szczecinian, także organizator wyjazdu, Paweł Błażewicz. „Moja rodzina pochodzi z Wielkiej Rzeszy — opowiada. — Po raz pierwszy odwiedziłem groby pradziadków w 1986 r. Znalazłem również grób dziadka, żołnierza AK, który w 1944 r. został aresztowany, a potem wywieziony do łagru”.
Jednak to nie rodzinne sentymenty sprawiły, że młodzież ze Szczecina przyjechała do Wilna. „Mamy taki zwyczaj, że w ciągu roku odwiedzamy osoby potrzebujące w naszym miejscu zamieszkania, natomiast na wakacje zawsze wyjeżdżamy na dwa tygodnie na obóz wolontariacki — wyjaśnia organizator. — Przez kilka lat jeździliśmy do Lwowa, gdzie we współpracy z proboszczem katedry pomagaliśmy w remoncie katedralnych podziemi”.
Z wyjazdów na Ukrainę klub zrezygnował, gdy wybuchła tam wojna. Teraz przyszedł czas na Litwę. „Rok temu byliśmy na Laudzie. Pomagaliśmy we wsi Kowale pod Kownem — opowiada Błażewicz. — Pod koniec naszego wolontariatu przyjechaliśmy do Wilna do Hospicjum bł. ks. Michała Sopoćki”.

„Jednym z najważniejszych elementów formacji jest właśnie wolontariat, dlatego zawsze staramy się być tam, gdzie jesteśmy potrzebni” — mówi organizator wyjazdu Fot. Marian Paluszkiewicz

image-78979

„Jednym z najważniejszych elementów formacji jest właśnie wolontariat, dlatego zawsze staramy się być tam, gdzie jesteśmy potrzebni” — mówi organizator wyjazdu Fot. Marian Paluszkiewicz
Po wizycie w hospicjum zapadła decyzja, że kolejny wolontariat, tym razem w zestawie polsko-hiszpańskim, spędzą na Wileńszczyźnie. Wszystko udało się zrealizować. Przyjechali prosto ze Światowych Dni Młodzieży 25-osobową polsko-hiszpańska grupą. „Zawsze, organizując wolontariat, staramy się, by miał on wymiar międzynarodowy — wyjaśnia Błażewicz. — W budowie naszego ośrodka w Szczecinie również pomagali wolontariusze z podobnych klubów z Hiszpanii, Portugalii a nawet Japonii”.
Konkretny plan wyjazdu powstawał stopniowo. „Ktoś nam powiedział, że Caritas potrzebuje pomocy przy remoncie stołówki, dyrektor Gimnazjum im. Jana Pawła II zaproponował sprzątanie grobów na Rossie, oczywiście chcieliśmy też być w hospicjum” — mówi Błażewicz.
Organizator podkreśla, że wybór Wilna ważny jest również ze względów wychowawczych. „Nie ukrywam, że jednym z naszych celów jest to, żeby chłopcy lepiej poznali historię Wileńszczyzny i czuli się z nią bardziej związani — mówi. — To taki patriotyzm, który „wchodzi” przez pracę”.
„To mój trzeci wolontariat — mówi gimnazjalista Jonasz Kubik. — Dla mnie chyba najtrudniejszą częścią wyjazdu jest obecność w hospicjum. Na razie byliśmy tam krótko, ale rok temu spędziliśmy w nim więcej czasu. To wielkie dzieło, jedyne zresztą takie na Litwie. Widać, że siostry wkładają tam całe serce, a jest to miejsce, gdzie na pewno bardzo trudno pracować”.
Jak się okazuje, wolontariusze nie mają sponsorów. „Wyjazd finansuje młodzież i rodzice — mówi Błażewicz. — Nie kosztuje on zresztą dużo, bo jesteśmy mało wymagający”. Największy koszt tak naprawdę to paliwo, zwłaszcza w tym roku, gdyż wolontariusze jechali samochodami ze Szczecina najpierw na Światowe Dni Młodzieży do Krakowa, a potem dopiero do Wilna. „Radzimy sobie, ale oczywiście, miło byłoby, gdyby np. ORLEN Lietuva chciał sponsorować nam paliwo” — dodaje ze śmiechem.